Go to content Go to menu

Czy kosztowne zobowiązanie finansowe może być czymś przyjemnym? Oczywiście, że nie, biorąc pod uwagę, że czas jego spłaty i związane z tym koszty są dużym obciążeniem dla domowego budżetu. Problem ten jest jeszcze bardziej istotny w kontekście kredytów hipotecznych. Ich znacznie wydłużony czas spłaty, połączony z możliwością zaciągnięcia znacznie większego zadłużenia, wcale nie napawa optymizmem.

Niestety to, co dla jednych jest problemem (i w pewnym stopniu ryzykiem) dla innych jest… czystą przyjemnością. Mowa tutaj oczywiście o specjalistach z dziedziny marketingu, których zadaniem jest przedstawienie tegoż zobowiązania jako rzeczy przyjemnej i – co najważniejsze – łatwej w uregulowaniu.

Jak to kiedyś bywało?

Jeszcze dziesięć lat temu kredyt hipoteczny był uważany jako poważne ryzyko, tyle że… nikt się nim nie przejmował. Widać to zwłaszcza na przykładzie ówczesnej wysokości finansowania nieruchomości, która znacznie przekraczała nieprawdopodobny z dzisiejszego punktu widzenia próg 100 procent. Z drugiej strony, kredyt ten był przedstawiany jako sposób na szybkie i bezpieczne sfinansowanie nie tylko zakupu nieruchomości, ale też jej remontu. Ponadto w tamtych czasach żyliśmy w realiach dość wysokich stóp procentowanych. Nikt więc się nie przejmował, że za kilka lat urosną one jeszcze bardziej. W tamtych czasach zdecydowana większość potencjalnych Klientów uważała – zresztą całkiem słusznie – że w bliskiej przyszłości czeka nas ich spadek.

Jak to jest dzisiaj?

Dziś mamy nieco inne realia ekonomiczne. Zdobycie kredytu hipotecznego bez wkładu własnego jest już bardzo trudne. Ponadto coraz więcej osób ma świadomość, że czas niskich stóp procentowych bezpowrotnie mija. Wprowadzenie na rynek dużych ilości pieniędzy (np. poprzez programy socjalne) może istotnie zwiększyć inflację a co za tym idzie – również wspomniane stopy procentowe. Dziś jednak kredyt hipoteczny przedstawia się zupełnie inaczej. W prospektach reklamowych czytamy przede wszystkim, że:

dzięki niemu zrealizujemy swe marzenia,

wreszcie pójdziemy “na swoje”,

zaciągniemy stabilne zobowiązanie o stałej racie, etc.

Problem w tym, że powyższe stwierdzenia są wyłącznie marketingowym chwytem. O ile bowiem możemy dzięki wspomnianemu zobowiązaniu zrealizować swe marzenia, to o wiele trudniej będzie nam zadbać o stałą wartość naszej raty. I to przede wszystkim dlatego, że bank może ją przeliczyć na podstawie inflacji, zwiększając wartość oprocentowania danego kredytu.

Co zrobić na przyszłość?

Naturalnie… brać kredyt! Nie zapominajmy, że kredyt hipoteczny wciąż jest jednym z najtańszych na rynku. Poza tym jest on (na chwilę obecną) częściowo zabezpieczany wkładem własnym, bądź też stosownym ubezpieczeniem niskiego wkładu. Najważniejszym elementem zabezpieczającym ów kredyt jest nieruchomość, która – z punktu widzenia banku – jest najkorzystniejszym aktywem. Niemniej należy również mieć na uwadze to, że kredyt hipoteczny nie jest już tak korzystnym produktem finansowym jak kiedyś. Owszem, dzięki niemu zrealizujemy swe marzenia, ale to od nas zależy, jaki poniesiemy przy tym koszt. Pamiętajmy, że każda oferta hipoteki jest obarczona pewnym ryzykiem, które zwiększa się wraz z okresem kredytowania.

Podsumowanie

Z marketingowego punktu widzenia, zaciąganie kredytu hipotecznego dziś jest o wiele bezpieczniejsze, niż kiedyś. Niestety nie jest to prawdą. I choć reklamy mówią inaczej, tak duże zobowiązanie jest nadal obarczone dużym ryzykiem. Zwłaszcza, jeśli weźmiemy pod uwagę obecną sytuację gospodarczą w Polsce i na świecie.